Raspberry Pi + Seafile (cz. 1)

Wstęp

Pojawienie się w 2012 r. małego i taniego mikrokomputera Raspberry Pi było przełomem branży IT porównywalnym do wejścia na rynek w 1976 r. mikroprocesora Z80. Oczywiście jest to duży skrót myślowy, który jak każde uproszczenie może być przyczyną potencjalnych nieporozumień.

Co przełomowego było w mikroprocesorze Z80? Jego dostępność w wielu ośmiobitowych mikrokomputerach ZX Spectrum i jego klonach a przez to popularyzacja informatyki. Komputer do tej pory utożsamiany z wykorzystywaniem w zakładach pracy i naukowych ośrodkach trafił pod strzechy, by użytkowników bawić i uczyć lub odwrotnie, jak kto woli.

Swoją przygodę z komputerami rozpocząłem od nauki obsługi mikrokomputera Elwro 800 Junior (będącego polskim klonem ZX Spectrum), którego konstrukcja została oparta właśnie na procesorze Zilog Z-80. “Nauka poprzez zabawę” najlepiej oddaje stosunek mój i moich rówieśników do poznawiania ówczesnej komputerowej rzeczywistości. Oczywiście - to nie tylko zasługa wspomnianego mikroprocesora. Ów może posłużyć jako przykład, pewne uogólnienie. Były przecież jeszcze mikrokomputery Atari, Commodore. Jednak to bez znaczenia, czy ktoś posługiwał się wspomnianym już mikrokomputerem Zakładów Elektronicznych Elwro we Wrocławiu, ZX Spectrum, Amstradem - wszystkich użytkowników łączyła ciekawość, która niejednokrotnie przekształcała się w pasję i chęć dalszego zgłębiania zagadnień informatycznych. Początki były dość podobne - uruchamianie gier i spędzanie długich godzin na pokonywaniu kolejnych poziomów lochów, później przepisywanie prostych programów w Basicu, modyfikowanie ich, udoskonalanie, by w końcu sięgnąć po książki poświęcone Turbo Pascalowi, bądź językowi C.

Ponownie do idei nauki poprzez zabawę nawiązało Raspberry Pi udostępniając całkiem udaną platformę przeznaczoną do poznawania świata programowania i elektroniki. U mnie Malina budzi emocje porównywalne z tymi z czasów dzieciństwa. Tak jak kiedyś odkrywałem możliwe wykorzystanie komputera w artykułach publikowanych w czasopiśmie Bajtek, tak teraz z niemałym aczkolwiek miłym zaskoczeniem odkrywam przykłady zastosowania Raspberry Pi publikowane w The MagPi Magazine.

Jednak to znowu tylko uproszczenie, bo Malina może posłużyć jako uogólnienie całego rynku jednopłytowych, tanich mikromputerów o mniej lub bardziej specjalistycznym przeznaczeniu, takich jak: Arduino, Banana Pi, Cubox czy Odroid. Ale to właśnie Malina zasługuje na reprezentowanie tej rodziny urządzeń, dzięki ogólnie rozumianemu wsparciu (publikacjom, społeczności, oprogramowaniu, dodatkowym rozszerzeniom sprzętowym).

Emocje na bok

Kilka lat temu postanowiłem wykorzystać do prywatnych celów usługi serwerowe.

Początki były trudne i czasami niezbyt udane. Do dzisiaj w garażu poniewiera się serwer IBM w obudowie rackowej, z dwoma procesorami Pentium III i sześcioma wiatraczkami do ich chłodzenia. Rozwiązanie to zdecydowanie nie było przeznaczone do użytku domowego i co najwyżej mogło być wykorzystywane we wspomnianym garażu. Serwer był bardzo głośny i pod względem zasilania porównywalny z komputerem desktop.

Później w domu pojawił się terminal wyposażony w niskonapięciowy procesor, pasywne chłodzenie oraz pamięć flash zamiast dysku.

Na zdjęciu porównanie wielkości terminala Neoware, Raspberry Pi oraz długopisu. rpi

Biorąc pod uwagę ówczesne czasy i domowe zastosowanie, był to sprzęt - marzenie. Do jego niewątpliwych zalet należały - bezgłośna praca, niewielkie zapotrzebowanie na prąd oraz obudowa typu slim. Pisząc o niewielkim zapotrzebowaniu na prąd mam na myśli odniesienie do zapotrzebowania standardowego komputera domowego, przy którym obciążony terminal przekraczając lekko 30W wydawał się urządzeniem oszczędnym.

Jednak wszystko to blednie, kiedy na scenie pojawia się Raspberry Pi…

Seafile - więcej niż serwer plików

Obecnie posiadam dwie Maliny - jedną model B, drugą model B2. Ta starsza i wolniejsza pracuje non stop 24 godziny na dobę od około roku czasu jako serwer plików Seafile. Spisuje się w tej roli znakomicie.

Seafile to przede wszystkim serwer plików - niektórzy mówią o prywatnej chmurze. W dzisiejszym wpisie pojawiło się już wiele uproszczeń, więc kolejne nie zrobi różnicy. Dla mnie Seafile to dodatkowo także notatnik, choć sam w sobie notatnikiem nie jest. Przywiązuję dużą wagę do możliwości wygodnego wykonywania notatek. Wygodnego, ale jednocześnie sposobu usystematyzowanego. Seafile sprawdza się w tej roli całkiem dobrze (zadowalająco). Nie jest to Evernote, bynajmniej nie musi z nim konkurować. To produkt zupełnie inny. Pod wieloma względami posiadający może więcej wad. We wspomnianej roli notatnika jest przede wszystkim dużo mniej elastyczny. Nie ma jednak produktu idealnego. Nie ma też idealnego notatnika. Seafile ma jednak ważną i podstawową zaletę polegającą na dostępie do danych. Dzięki przekierowaniu portów serwera Seafile na moim routerze wszystkie pliki są bezpieczne (u mnie w domu) i zarazem zawsze dostępne pod ręką. Dzięki prostym klientom serwera na systemy mobilne mam nie tylko łatwy dostęp do moich plików, ale mogę też tworzyć i edytować notatki.

Wspomniany już drugi egzemplarz Raspberry Pi był do tej pory wykorzystywany do różnych celów. Dzisiaj przyszła pora na uruchomienie Seafile na świeżej dystrybucji Raspbian Jessie, wykorzystując w tym celu właśnie dostępną drugą Malinę. Przenosząc całą zawartość danych serwera - z jednej Maliny na drugą, w sposób płynny przejdę z jednego serwera na drugi.

To także dobra okazja by w kolejnych wpisach przedstawić sposób przygotowania urządzenia Raspberry Pi, instalacji oraz administrowania serwera Seafile wraz z opisem konfiguracji tych elementów routera, dzięki którym serwer jest dostępny na zewnątrz sieci. Opiszę też w jaki sposób wykorzystuję Seafile w roli notatnika.

W związku z permamentnym brakiem wolnego czasu, wpis ten także powstawał z użyciem Seafile, pomiędzy różnymi mniej lub bardziej pilnymi obowiązkami. Ech…

greyseal

comments powered by Disqus