greyseal

0x2. Kilka słów na temat Flatpak

24.12.2019

Stabilność to niezmienność w czasie – w systemach GNU/Linux oznacza najczęściej rezygnację z użycia najświeższych aplikacji na rzecz starszych. Ma to na celu podniesienie jakości i zwiększenie bezpieczeństwa dystrybucji – oczywiście, o ile idą za tym szybkie aktualizacje bezpieczeństwa. Przykłady takich dystrybucji jak Debian, czy Centos potwierdzają, że taki model bezpieczeństwa sprawdza się.

Nie oznacza to jednak, że jest to rozwiązanie idealne. Szczególnie – jeśli rozważymy używanie tych dystrybucji nie w roli serwera, ale systemu na komputerze typu desktop, czy laptopie. Dlatego dystrybucja łącząca cechy stabilności i świeżości paczek byłaby w świecie linuksa połączeniem pożądanym. Byłaby, bo próby takich połączeń są mniej lub bardziej udane (temat na inną okazję).

Dla mnie jakość dystrybucji GNU/Linux i jej bezpieczeństwo są na tyle ważne, że od wielu lat, na urządzeniach domowych skłaniam się do używania stabilnego Debiana, czasami nawet Centosa.

Co zrobić, jeśli jednak potrzebuję aplikacji w wersji nowszej, niż oferuje mi to repozytorium paczek danej dystrybucji lub paczki nie ma w domyślnym repozytorium? Zawsze można dodać zewnętrzne repozytoria (takie jak PPA) lub zewnętrzne paczki (deb, rpm). Nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Uważam, że im mniej zewnętrznych źródeł i paczek, tym lepiej dla bezpieczeństwa i stabilności systemu. Jeśli już trzeba dodać coś z zewnątrz, niech to będzie serwis paczek Flatpak.

Zalety paczek Flatpak:

  1. Mogę ich używać prawie w dowolnej dystrybucji.
  2. Obsługa jest prosta.
  3. Dodaję jedno repozytorium – w tym wypadku serwisu paczek Flathub, zamiast wielu różnych repozytoriów zewnętrznych.
  4. Dzięki paczkom Flatpak mam możliwość uruchomienia aplikacji w pewnym i bezpiecznym środowisku, bez uszczerbku dla jego stabilności.
  5. Nie muszę się martwić o spełnianie aktualnych zależności pomiędzy bibliotekami w mojej – aktualnie używanej dystrybucji a bibliotekami wymaganymi przez aplikację.

Nie będę się skupiał na procesie instalacji. W największym skrócie – instalujemy pakiet flatpak (apt/zypper/dnf install flatpak)) a później dodajemy repozytorium z serwisem paczek Flathub (odsyłam do wiki poszczególnych dystrybucji).

Za to kilka słów wypada napisać o używaniu paczek. Oczywiście są rozwiązania integrujące aplikacje zarządzające aplikacjami z paczkami Flatpak. Wolę terminal. Do codziennego użytkowania wystarczą mi polecenia: flatpak search, install i uninstall oraz flatpak update.

Aby przeszukać repozytorium należy wydać polecenie:

$ flatpak search nazwaposzukiwanejaplikacji

Zwrotnie dostaniemy informację z: opisem aplikacji, jej nazwą, wersją i gałęzią. Dla przykładu, przeszukanie repozytorium pod kątem muzycznego serwisu Spotify wygląda tak:

$ flatpak search spotify

W odpowiedzi otrzymamy:

Opis: Spotify – Online music streaming service, program: com.spotify.Client, wersja: 1.1.10.546, gałąź: stable, repozytoria: flathub.

Aby zainstalować należy wykonać polecenie flatpak install i podać nazwę programu.

$ flatpak install com.spotify.Client

W trakcie procesu instalowania zostaniemy poproszeni o podanie hasła roota / admina i aplikacja zostanie zainstalowana.

Odinstalowanie aplikacji – uninstall. Dokonanie aktualizacji to:

$ flatpak update

Wady? Nie ma idealnych rozwiązań – tu posłużę się dwoma przykładami...

KeePassXC – menedżer haseł dla Debiana Buster jest w wersji 2.3.4. Na Flathubie była dostępna paczka w wersji 2.4.3, która działała bez zarzutu, do momentu jej aktualizacji w listopadzie br. Niestety, wersja 2.5.1 nie działa u mnie dobrze, ani w środowisku Gnome 3, ani pod XFCE. Ciągle miałem problemy z odświeżaniem okna aplikacji były, pola formularzy nakładały się na siebie i po chwili nie wiedziałem, który wpis kliknąłem. Musiałem dokonać downgreade'u i wrócić do wersji z repozytorium Debiana.

Drugi przykład:

Jestem użytkownikiem poczty Tutanota (premium). Po instalacji paczki Flatpak nie mogłem się zalogować do mojego konta Tutanota, ponieważ wersja aplikacji Flatpak była zbyt stara (dokładnie!). Na szczęście mam cały czas dostęp do poczty poprzez przeglądarkę. Napisałem do programistów Tutanota z prośbą o odświeżeniem paczki Flatpak. Odpisali mi już na drugi dzień, że pracują nad aktualizacją wersji Flatpak. Nie jest to dla nich najwyższy priorytet, ale dokonają aktualizacji w jednym z kolejnych wydań. Od tamtej pory minęło już trochę czasu...

Zniechęciłem? Mam nadzieję, że nie. Tych, którzy lubią eksperymenty, zachęcam do eksperymentowania. Tych, którzy tego nie lubią, zachęcam do spróbowania w codziennym użytkowaniu, którejś z dystrybucji typu rock solid wspartej paczkami Flatpak. Nie straci ona na stabilności, a zyska na świeżości.

greyseal, CC BY SA 4.0

0x1. Write.as – czy to może się udać?

4.02.2019

Wyrazem sztuki jest utwór. Jednak bez publiczności, widza, słuchacza, czytelnika, nie ma utworu, jest tylko materialny zapis – rzecz. Dopiero podczas komunikatu, przekazania treści, rzecz staje się utworem. Bez widza obraz pozostanie tylko zamalowanym płótnem, film taśmą, bądź innym nośnikiem, książka – oprawionym zbiorem zadrukowanych kartek, niczym więcej.

Podobnie jest z blogiem, który bez czytelników, widzów, czy słuchaczy (blog, wideoblog, podcast) jest jedynie zbiorem plików.

Takie podejście do aktu tworzenia, obojętnie jakiej rangi, jest dość logiczne i byłoby proste do obronienia, gdyby nie Write.as. To kolejna platforma do pisania i publikowania, która obok takich gigantów – jak Wordpress, czy kandydatów do tego miana – jak Medium, próbuje znaleźć swoje miejsce w cyfrowym świecie. Tę próbę i to miejsce akcentuje dbałością o prostotę i prywatność. Tym ma się wyróżniać na tle podobnych produktów. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie rysujący się na horyzoncie paradoks – proponowana przez Write.as prostota wyraża się m.in. w rezygnacji z powiadomień, strumieniowania, polubień i komentarzy, czyli rezygnuje z tego wszystkiego, co ułatwia proces przekształcania się materialnego zapisu w blog (jako utworu).

Spokojnie! Write.as daje też piszącym możliwość połączenia wlasnego konta z kontami: Tumblr, Twitter, czy Mastodon, dzięki czemu pisząc raz, publikuje się na także na pozostałych kontach. Write.as definiuje też szereg zasad związanych z prywatnością – brak reklam, zbieranie tylko niezbędnych danych, nieudostępnianie innym jakichkolwiek danych, a nawet możliwość anonimowego publikowania postów.

W ten sposób Write.as próbuje na nowo zdefiniować potrzeby piszących, a właściwie próbuje przekonać do siebie tych, którzy bardziej cenią sobie swobodę, prostotę i prywatność, mniej zaś martwią się tym, że mogą nie trafić ze swoim przekazem do każdego potencjalnego użytkownika sieci (ponieważ albo im na tym nie zależy, albo ich odbiorcy to z założenia wąskie grono czytelników).

Write.as celuje więc w osoby, którym zdarza się postrzegać Internet, jako targowisko próżności. Krytycy stawiają pytania, natomiast ludzie przedsiębiorczy próbują na tym zarobić. Czas pokaże, czy Write.as okaże się interesującym, jednak chwilowym zjawiskiem, czy też znajdzie stałe miejsce w sieci i zyska wiernych użytkowników.

Jednak po co czekać? Postanowiłem sprawdzić na sobie, czy to może się udać...

greyseal, CC BY SA 4.0